Kuba – magia codzienności…

0
81

Jest 8.30 ale w moim pokoju światło ledwo przebija się przez drewniane okiennice… zapach jajecznicy nie pozwala jednak ponownie zasnąć. Przeciągam się i zwlekam z łóżka. „Buenos dias Joanna” – słyszę zza drzwi. To moja gospodyni, która już szaleje w kuchni. Jeszcze w piżamie siadam za stołem gdzie czeka już na mnie jajecznica, świeżo wyciskany sok z gujawy, chrupkie pieczywo. Tak zaczyna się zwykły poranek na Kubie i właśnie za tą zwykłością tęskni się potem najbardziej!

Kuba była moim marzeniem odkąd pamiętam, tropikalny klimat, salsa na ulicach, uśmiechnięci ludzie, zatrzymany czas… Marzyłam żeby to wszystko zobaczyć i żeby tego wszystkiego doświadczyć. Ale ile można tak marzyć? Marzenia nie są po to by je kolekcjonować, ale by je realizować. I tak właśnie w dniu moich 28 urodzin postanowiłam – przed 30-tką muszę polecieć na Kubę 🙂 Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Wbiłam sobie do głowy, że tam polecę i na pół roku przed 30-tką przeglądając loty wyszukałam połączenie do Havany. Niby przypadkiem, niby od niechcenia. I stało się…na twarzy wyskoczyły rumieńce, serce zaczęło bić mocniej. Trzęsącymi rękami wpisałam numer karty kredytowej i poszło! Miałam swój wymarzony bilet na listopad, czyli idealny miesiąc żeby uciec przed polską, szarą wtedy pogodą do tropików.

Kuba przekonała mnie do siebie już w pierwszych minutach po opuszczeniu lotniska i ta miłość trwa do dziś. Ten pierwszy wyjazd był wspaniały i uzależnił mnie od Kuby i od Karaibów. To był początek moich ciągłych powrotów w tamte rejony i mojej nieustannej tęsknoty za karaibskim klimatem.

Uwielbiam Havanę, z jej ulicznym pędem, z jej starymi kamienicami, z jej muzyką…Najbardziej lubię się włóczyć tam bez większego celu. Zawsze podczas pobytu na Kubie staram się nocować u Kubańczyków w tzw. „casa particulares” czyli prywatnych pokojach. Nie lubię dużych hoteli, wolę zatrzymać się w klimatycznej kamienicy, gdzie warunki może i gorsze, ale za to jajecznica z rana i świeżo wyciskany sok doprawiony uśmiechem gospodyni smakują najlepiej.

Podczas mojej ostatniej wizyty w Havanie wyjątkowo nie nocowałam w samym sercu miasta, ale trochę dalej, w dzielnicy Vedado. I muszę przyznać, że to było całkiem dobre rozwiązanie. Co prawda, żeby dojść do Starej Havany poświęcałam trochę ponad godzinę, ale mogłam spacerować wzdłuż Maleconu i czuć morską bryzę na twarzy, mogłam też iść przez miasto i gubić się w jego uliczkach. Co prawda kiedy jeden z moich kubańskich przyjaciół dowiedział się, że ja na nogach z Vedado do Havana Vieja śmigam to aż usiadł i złapał się za głowę. „Oszalałaś? Masz za dużo czasu?” – wypytywał. „Nie, nie oszalałam a czas jest dla mnie, nie ja dla czasu” – odpowiedziałam ze spokojem. Ja po prostu lubię czuć miejsce, w którym jestem a najlepiej się odczuwa nie w taksówce ale właśnie podczas spaceru.

Uwielbiam Kubę, ale wiem że choćbym rozpisała się tutaj na kilka stron to i tak nie będę potrafiła przekazać klimatu jaki tam panuje. Tego nie da się opisać! To trzeba przeżyć! Doświadczyć na własnej skórze tropikalnego słońca, orzeźwić się mojito, przespacerować Maleconem, podejrzeć jak toczy się kubańska codzienność, tańczyć salsę od białego rana aby potem zacząć kolejny dzień jajecznicą. Jedno jest pewne – jeśli raz pozwolisz aby porwał Cię kubański klimat – na pewno nie pożałujesz i zyskasz swoje miejsce na ziemi! W moim przypadku tak właśnie było!

Autor: Joanna Biernacka

Artykuł został przygotowany przez biuro podróży Czajka Travel www.czajkapodroze.pl/kuba-wycieczki, organizatora wycieczek objazdowych. Główna specjalność to: Kaukaz, Azja Centralna i Wschodnia, Karaiby oraz Ameryka Południowa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here